Majorowa Jagusia cieszyła
„Majorowa Jagusia cieszyła się potem, że jej to się tak upiekło — napomknęła nawet mecenasowi Gross en be rgowi, że może znów odegrała tu rolę bliskość Jasnej Góry i świętego obrazu, przy czym wynikało z tego, że uważa pułkownikową prawie za Szwedkę. Zona dowódcy jej męża wkrótce bowiem odeszła, niejako zrejterowała, zadowolona ze swej zdobyczy mianowicie z solennego przyrzeczenia, że Jagusia zaprowadzi ją na wizytkę do Wachickiej. Cud się stał — i przejęta różowymi perspektywami,, które ta wizytka roztaczała, pułkownikowa nie przypierała Jagusi do muru zanadto. Zadowoliła się jej przywtarzaniami, nie zwracała uwagi na plączący się język „dziecka", a co do sprawy księdza, pozostała przy swej teorii po czym huknąwszy „Całuję moje dziecko!" wyszła przez drzwi, cośkolwiek kucnąwszy w progu, by nie zawadzić o nie kapeluszem. Tedy na dworze rozległ się postuk jej pantofli, co rozmiarami przypominały buty szeregowca, rozległ się też za oknem okrzyk „Baczność, na prawo patrz!" i wreszcie wszystko ucichło.
Nazajutrz po tym wydarzeniu w kasynie oficerskim odbył się turniej brydżowy. Było sporo częstochowskich cywilów przyglądających się grze i było też paru brydżystów warszawskich. Majorowa Łasiborska, już trochę zżyta ze swym położeniem — położeniem prochowni pełnej wybuchowych informacyj — snuła się z odzyskaną beztroską między stolikami. Jakoś to będzie, myślała, wszystko się ułoży. Pomyślę... a coś w końcu wymyślę, żeby się wykręcić od obietnicy danej pułkownikowej. Strachy na Lachy, i pan Janek najwyraźniej miał rację, że to wszystko bujda na resorach, z której powinnam się śmiać... Wtem jeden z panów, akurat nieznajomy a przyjezdny z Warszawy, przerwał Tozmowę z jej sąsiadem“(3)