Moss przycichł na chwilę
„Moss przycichł na chwilę, poczem rzekł — Rzecz się ma zapewne tak, że pan to zarzucił. Chce się panu żyć, począł pan myśleć o tej bogatej wdowie.
— Co za wdowie
— Pani Rubenowej, oczywiście.
— Ach tak, pani Ruben!— Samobójca ziewnął i poczuł się zmęczony swarzeniem, po wzburzeniu nastąpiła reakcja, pogrążył się w medytacje.
— O, tak, onaby mogła być odpowiednią dla pana, — nie przestawał Moss — w najlepszych latach, objętości za dwie, bogata, wielki interes. —
— Mogłaby raczej być odpowiednia dla panaCo pan wie o jej bogactwie. Bądź pan cicho!
— Tego rodzaju ludzie zawsze są bogaci.
— Milcz pan!
Moss posiedział chwilę, następnie wstał i poszedł. Samobójca spojrzał za nim i natychmiast podążył wślad — nie mogli długo pozostawać bez siebie.
Położyli się nawznak na pagórku słonecznym i nie mówili więcej. 0, jakże wspólne nieszczęście sprzęgło z sobą tych dwoje, tych dwuch rozbitków na jednym lądzie! Moss usnął. Nakrył sobie twarz kapeluszem, aby ochronić swe rany przed muchami.
Gdy się zbudził, samobójca leżał nadal z otwartemi oczami, bez snu. Rzekł — Zasnął pan
—Tak, żar słoneczny uczynił mię sennym.
— To ze znużenia. Otrzymujemy tu marny posiłek, same konserwy, zasypiamy wszędzie gdziekolwiek stoimy i chodzimy.“(7)